Fragment opowieści o losach Julii i Piotra Wnęków mieszkających w czasie II wojny światowej w mieście Bereźne nad rzeką Słuczą. Julia Ziętek i Piotr Wnęk urodzili się na Ziemi Miechowskiej (ona mieszkała w Dalach, on w Zarogowie). Pobrali się w 1928 r. w Racławicach. Poszukując swego miejsca na ziemi trafili najpiew do Zagłębia, a następnie na Wołyń. Piotr byłł tam prawdopodobnie tajnym współpracownikiem KOP-u. Całą opowieść przygotował Michael Taylor, mąż ich córki Wiesławy, w oparciu o relację Julii.
Ludność ukraińska przeważała na obszarze, na którym mieszkali Piotr i Julia. Korzystając z zamieszania związanego z działaniami wojennymi (Rosjanie zaatakowali Polskę od wschodu, następnie Niemcy zwrócili się przeciwko nim, wypierając sowieckie wojska ze wschodniej Polski), Ukraińcy zaczęli dążyć do utworzenia wolnego państwa ukraińskiego. Obszar ten znalazł się pod okupacją niemiecką. To właśnie Polacy zaczęli być szczególnie prześladowani przez Ukraińców. Niemcy znaleźli pretekst, by Ukraińcy z nimi współpracowali, jednak potem i oni zostali wzięci na cel.
Oddziały Ukraińcow* grupowały się w pobliżu wytypowanych miejscowości, które zamierzano zaatakować. Nocą wkraczały do nich i zabijały wszystkich – mężczyzn, kobiety i dzieci. Zabójstwa były przerażające, dzieci trzymano nad ogniem, patrząc jak wiją się i umierają; rzucano nimi o ściany i widać było rozbryzgujące się mózgi. Ukraińcy przyglądając się temu śpiewali piosenki. Część opisów rzezi była tak przerażająca, że Wiesia nie mogła tłumaczyć tego, co miała mi do przekazania jej matka (Julia).
Polacy zwracali się do swych ukraińskich sąsiadów szukając pomocy i byli przez nich mordowani. Pewien mężczyzna opowiadał, jak poszedł do swego ukraińskiego przyjaciela. Najpierw do domu weszły dzieci, jedno po drugim. Co chwilę słychać było głuche uderzenie. Gdy weszła żona, wydała z siebie stłumiony płacz, a mąż w tym momencie zdał sobie sprawę, że właśnie stracił całą rodzinę. Jemu udało się uciec.
Ukraińcy, którzy poślubili Polki – a było ich wielu – mordowali swoje żony i dzieci oraz palili własne domy. Paweł (syn Julii i Piotra - MP) przypomniał sobie pewnego płaczącego mężczyznę. Do przesłuchujących go Niemców powiedział, że właśnie zamordował swoją rodzinę.
W następnej kolejności Ukraińcy zaczęli przeszukiwać metryki, aby znaleźć w nich osoby posiadające polskie korzenie, nawet do siedmiu pokoleń wstecz.
Starszy wiekiem Ukrainiec ostrzegł Wnęków, że zostaną zaatakowani podczas nadchodzącej nocy. Powiedział im: „Uciekajcie dzieci”. Dzięki niemu zdążyli opuścić swój nowy dom, do którego już nigdy nie wrócili.
Grupa uciekinierów schroniła się w kryjówce, skąd nikt nie wychodził, nawet żeby załatwić potrzeby fizjologiczne. Ukrywający się ludzie korzystali z wiadra stojącego na środku schronu.
Ratunkiem okazał się transport do obozu pracy przymusowej w Niemczech. Osoby, które pozostawały, praktycznie nie miały szans na przeżycie.
20 marca 1943 r. w Przemyślu, w drodze do Niemiec, trzyosobowa rodzina Wnęków powiększyła się o córkę Wiesławę. Została ona poczęta w czasie, gdy Wnękowie realnie zaczęli myśleć, że czeka ich lepsza przyszłość.